Yangminshan i pierożki
W sobotę wybrałyśmy się z Muną w pobliskie góry na małą wspinaczkę. Yangminshan to góry wulkaniczne. Na początku pogoda była piękna,
roślinność egzotyczna, a temperatura niższa więc bardzo przyjemnie nam się wspinało. W informacji polecono nam szlak na górę Mt. Cising, gdzie po drodze można zobaczyć gorące źródła i opary siarki – prawdziwe oblicze tego parku narodowego. W shuttle bus spotkałyśmy dwóch Izraelitów, którzy towarzyszyli nam przez resztę podróży. Szybko bowiem zrobiło się zimo, mokro i bardzo mgliście, co dodało wyprawie tajemniczej atmosfery (i potencjału chorobotwórczego). Z wielkim trudem udało nam się zdobyć szczyt. Szlak okazał się… zrobiony z niezliczonej ilości schodów – po pewnym czasie wszyscy mieli dość. Schody te stały się bardzo śliskie przy schodzeniu na dół.
W drodze powrotnej zobaczyliśmy tzw. Mleczne Jezioro, a potem wybraliśmy się do gorących źródeł siarkowych. Niestety byłam tak przemoczona, że nie mogłam docenić ich uroku.
W I-house’ie Ivory uratowała mnie gorącą herbatą Lady Grey – nawet zielona herbata może się znudzić po pewnym czasie. Potem wybraliśmy się ze znajomymi z wycieczki do znanej restauracji z dim sumami. Były naprawdę wyborne. Wieczór zakończyłyśmy drinkiem w klubie Luxy.



